Recenzja książki „Food pharmacy”

Książka: Food PharmacyKolejną książką, którą w ostatnim czasie przeczytałam, jest „Food Pharmacy” napisana przez Linę Nertby Aurell i Mia Clase. Książka miała przedstawiać temat diety przeciwzapalnej, obiecując całkiem sporo informacji, m.in. o przyczynach stanów zapalnych jelit i o sposobach ich zapobiegania. Niestety, pozycja ta zupełnie do mnie nie trafiła.

Owszem, dowiedziałam się z niej kilku ciekawych informacji na temat przypraw o działaniu przeciwzapalnym, podkreślono w niej wagę warzyw (zalecając przy tym częściowo dietę na zasadach raw food, albo przynajmniej zejście do dużo niższych temperatur podczas obróbki termicznej żywności) i szkodliwość cukru (zarówno w czystej postaci, jak i w tzw. produktach cukropodobnych). Co zatem mogło mi się w niej nie spodobać?

  • w książce skupiono się na samym jelicie grubym. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby po 1. podano na ten temat jasną informację w opisie książki (nie tylko w postaci jednego z punktów opisujących zawartość), a po 2. gdyby nie zepchnięto funkcji jelita cienkiego (czyli początkowej części przewodu pokarmowego) do samego wchłaniania cukrów. Mimo że nie mam wykształcenia medycznego, ani też nie jestem dietetyczką, mam okazję obserwować na własnym organizmie skutki stanu zapalnego, ale właśnie w jelicie cienkim (to ze względu na celiakię). Widzę zatem, że przez wspomniany stan zapalny w jelicie cienkim mam zaburzenia wchłaniania i objawy niedoborowe, jednak autorki opisywanej tu książki twierdzą, że „(…) surowe warzywa są cudownie ciężkostrawne i docierają aż do jelita grubego, a na miejscu mogą dostarczyć składników odżywczych twoim dobrym Luke’om Skywalkerom (przyp. chodzi o dobre bakterie). Niestety, większa część tego, czym się dziś żywimy, nie jest ani surowa, ani ciężkostrawna. Przeciwnie, większość produktów, które jemy każdego dnia (jak na przykład białe pieczywo, tradycyjny makaron i ryż), ulega strawieniu w jelicie cienkim.” Temat jelita cienkiego został tak mocno odsunięty na bok, jakby jego stan zapalny zupełnie nie miał znaczenia;
  • odtwórcze podejście do tematu – liczyłam na to, że jedynie we wstępie do książki jej autorki będą posiłkowały się informacjami, jakie uzyskały od profesora Stiga. Jednak pod koniec lektury zaczęłam wręcz alergicznie reagować na ciągłe powoływanie się na niego, bo nigdzie nie widziałam rzeczywistej wiedzy autorek. Gdybym miała powołać się na ich doświadczenie, o którym dowiedziałam się z książki, to byłyby to fragmenty dotyczące okresów w ich życiu, w których dieta była daleka od zdrowej czy chociaż świadomej, bo zajadały się wszystkim, co wpadnie im do ręki. Nie było nawet jasnego komunikatu o tym, jak przejście na dietę przeciwzapalną pomogło w poprawie ich samopoczucia i czy w ogóle miały jakiekolwiek stany zapalne jelita grubego. Całość książki to faktycznie opowieść… ale opowieść na zasadzie relacjonowania wszystkiego, czego dowiedziały się od wspomnianego profesora.

Szczerze mówiąc chciałabym poznać opinie dietetyków na temat „Food Pharmacy„, bo być może sama nie do końca jestem w stanie docenić przekazanej w niej wiedzy. Być może zalecenia, które moim zdaniem są kontrowersyjne, faktycznie są uzasadnione, jednak z pewnością autorki nie wzbudziły u mnie autorytetu, który pozwalałby mi w całości im zaufać.

Z niecierpliwością czekam zatem na Wasze opinie, które możecie zamieścić w komentarzach.

Zagłosuj na wpis.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *